Dzisiaj. Wtorek. 27 kwietnia 2010 roku. Dzień, w którym usłyszałem coś o czym w pewnym stopniu byłem przekonany od ostatnich co najmniej 10 lat.
Wydarzenie, które sprawiło, że moja niechęć urosła do niewyobrażalnych rozmiarów – mimo, iż uważałem, że takie rzeczy spływają po mnie, jak woda po kaczce.
Słowa, z których płynie jad niszczący nie tylko relacje międzyludzkie, ale także negatywnie odbijający się na psychice ludzkiej.
Emocje, które za sprawą swojej negatywnej energii budzą niepokój, zasiewają ziarno niepewności, wgryzają się w podświadomość i utrudniają pozytywne myślenie.
Myśli, które nie pozwalają skupić się na niczym innym. Powracające wciąż i wciąż pomimo próby zepchnięcia ich w ciemny kąt umysłu, gdzie raz na zawsze zapomniane, okryłyby się kurzem czasu.
Dzisiaj, we wtorek 27 kwietnia 2010 roku bliska mi osoba – bliska w sensie więzów krwi, a nie w sensie emocjonalnym – przyznała, że mnie nie szanuje, że według niej jestem nikim – zerem. Kimś kto nic nie osiągnął i nigdy nic nie osiągnie.
Może ma rację ..


Taaaak.. rodzina być może jest najbardziej demotywującym ogniwem naszego życia, dlatego też polecam (za radą mojego kolegi) mieć wyje.. i robić swoje.